Zmiany i skoki na głęboką wodę

Czy są tutaj osoby, które uwielbiają zmiany? Świetnie – pochwalcie się jak je polubić :). Ja należę do osób, które bardzo cenią sobie strefę komfortu i wolą poza nią za daleko nie wybiegać. Choć gdybym nigdy nie odwijała się z przytulnego, mentalnego koca, to nie wiedziałabym np., że potrafię z dnia na dzień rzucić dobrą pracę, uniwersytet i przeprowadzić się do innego miasta, a tak mi się jakoś zdarzyło…

Wszystkie zmiany wymagają od nas w pierwszej kolejności odwagi

Mam takie dni, kiedy nie potrafię zdecydować się na inną herbatę niż zawsze, bo się boję, że mi może nie smakować. Zawsze kupuję czarną bieliznę. Zawsze do pomidorowej muszę mieć makaron. Zawsze wracam z pracy tą samą trasą. I jak tu myśleć o trudniejszych decyzjach, jak się nie można przekonać do zmian w tych najprostszych aspektach?

Granice stawiamy sobie sami

Moim zdaniem, właśnie taka codzienna rutyna jest bardzo pomocna. Kiedy wiemy, że obok nas codziennie kładzie się druga osoba, kiedy wstajemy o stałej porze, kiedy na kanapie leży ulubiony koc, a książka jest tam, gdzie ją zostawiliśmy. Spokój daje poczucie komfortu i stabilności, a dla mnie takie poczucie buduje fundament, na którym później można szaleć z wielką wizją. Mamy stabilność, do momentu aż sami zaskoczymy się jakimś pomysłem. I kiedy stawiamy się na granicy pozostania w strefie komfortu, a wyjścia poza jego granicę, może nas czekać kilka scenariuszy:

  • Poddajemy się i budujemy barierę, której sami nie damy radę przeskoczyć
  • Wybieramy małe lub zdecydowane kroki i skaczemy w przepaść
  • Możemy dalej snuć plany i marzenia oraz czekać, aż nam okazje spadną z nieba

I nie dajmy sami sobie wmówić, że na wszystko trzeba się zawsze dobrze przygotować.

Dajcie spokój – nikt nie ćwiczy przed lustrem przeprowadzki, zmiany pracy czy rzucenia studiów. Oczywiście na wszystko możemy się przygotować na swój sposób – finansowo, materialnie czy prosząc o wparcie rodzinę – ale to już są te małego kroki, które prowadzą nas do celu. Działania, które przybliżają nas do realizacji naszej „big idea”. Natomiast jeśli myślimy „muszę się na to nastawić” to w moim przypadku jest to równoznaczne z „poddaję się, ale jeszcze nie umiem się do tego przyznać”. Dlatego jestem zwolenniczką skoków na głęboką wodę, a nie myślenia „kiedyś się do tego zabiorę”. To własnie takim sposobem wiele razy w życiu podejmowałam decyzje, dzięki którym jestem w obecnym miejscu i jestem szczęśliwa. I ciekawa co będzie dalej.

A jak to jest u Was? Lubicie strefę komfortu? Skaczecie czasami na głęboką wodę? Wolicie żałować, że coś zrobiliście, czy, że się czegoś nie podjęliście?

3 Comment

  1. Czesc! Dzien dobry and nice to find your blog Malgorzata. I look forward to following and will be in touch. From a Northern Irishman in Poland. Best wishes. Jonny

  2. Taka codzienna rutyna jest fajna, ale ona nas nie rozwija. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że warto jest właśnie codziennie wybierać inną drogę do domu, by rozwijać mózg. Pomyśl może o zmianie w ten sposób – potraktuj ją jako szansę na rozwój. Nie zastanawiaj się czy jesteś gotowa coś zrobić, po prostu zrób. Skąd wiesz, może okaże się, że pomidorowa z ryżem smakuje lepiej? 🙂

    1. Gosia says: Odpowiedz

      9 lipca był Dzień Chodzenia Do Pracy Inną Drogą 😀 To chyba znak, że może jednak warto coś zmienić ;).

Dodaj komentarz