Mój osobisty minimalizm cz. 3 – wpływ na życie

Dziś zapraszam na kolejny post dotyczący minimalizmu. Na ten moment nie planuję kolejnych, choć nigdy nie wiadomo, co mnie najdzie w przyszłości. Skoro napisałam już swoje ogólne zdanie o podejściu do minimalizmu oraz o aspektach materialnych – czas na kilka słów o tym, jaki wpływ na życie ma według mnie minimalizm. Ograniczenie posiadania okazało się bowiem mieć niewielką wagę w porównaniu do tego, jak bardzo oczyściła się moja głowa! W końcu przestrzeń, która nas otacza, jest efektem tego, co dzieje się wewnątrz nas!

Porządek na półkach = porządek w życiu

Szafa pęka w szwach, ale nie mam się w co ubrać, przewalające się z kąta w kąt bibeloty, kosmetyki ze zbliżającym się terminem ważności… Wiele osób myśli, że stos nagromadzonych przedmiotów może się jeszcze przydać – i to jest właśnie ogromny błąd. Kiedy ilość posiadanych przedmiotów króluje nad naszą przestrzenią i sprawia, że sami nie potrafimy nad nią zapanować, czujemy frustrację i zmęczenie – to sygnał, że coś jest nie tak. Można iść w dwie strony – nie zrobić nic lub polubić się z nieporządkiem albo wziąć sprawy w swoje ręce. Ja wybrałam drugą opcję i jedyne czego mogę żałować, to że nie zrobiłam tego wcześniej.

Przestrzeń

Zniknęły nakłady pracy związane ze sprzątaniem, walka o ład i poczucie, że „duszę” się wśród własnych rzeczy. Uporządkowanie otoczenia sprawiło, że zminimalizowałam także ilość czasu, który mu poświęcam. Sprzątanie zajmuje mi chwilę, a przymus zamienił się w przyjemność. Nie podchodzę do sprawy z negatywnym nastawieniem i frustracją, ponieważ posiadam tylko rzeczy, które lubię, które są mi potrzebne i dzięki temu chcę o nie dbać. W trakcie porządków puszczam ulubioną muzykę i chwilę później orientuję się, że to już koniec.

Lubicie to uczucie, kiedy po porządkach, możecie usiąść na kanapie i chwilę odprężyć się w cudownie czystym mieszkaniu? Ja uwielbiam! A czy wiecie, co jest najfajniejsze? Że w momencie, kiedy osiągniecie swój własny minimalizm, mieszkanie niemal zawsze będzie czyste! Kiedy każda rzecz ma swoje określone miejsce, aż ciężko o nieporządek ;). Uważam, że uporządkowana przestrzeń świadczy o poukładanej głowie. A dodatkowo – mniej, znaczy więcej!

Czas

Zminimalizowany czas sprzątania, to tylko jedna z czynności, na których zyskujecie Wy. Każdy codzienny wybór staje się automatyczny. Mam ubrania, które doskonale do siebie pasują, a więc nie muszę zbyt długo ich dobierać. W kosmetyczce znajdują się konkretne, ulubione produkty (po jednej sztuce! ;)) więc nie rozważam „czego użyć dziś”. Każda rzecz w kuchni, toalecie ma swoje miejsce i przeznaczenie. Na zakupach wybory nigdy nie były prostsze i szybsze. A dzięki tym małym rzeczą mam więcej czasu dla siebie, bliskich i mogę spożytkować go w słuszny sposób! Możecie nie wierzyć, ale tak drobne sprawy niesamowicie pozytywnie wpływają na samopoczucie!

Nałogi

Inną kwestią jest marnowanie czasu… np. na nałogi! W moim przypadku nie chodzi o alkohol, ani papierosy, ale np. o picie kawy czy spędzanie czasu przy komputerze. Kiedy uporządkowałam swoją przestrzeń, zaczęłam także zastanawiać się nad innymi kwestiami – czy 5 filiżanek kawy dziennie to rzeczywista potrzeba, zachcianka czy przyzwyczajenie/uzależnienie? Oczywiście, że to ostatnie! Okazało się, że jedna filiżanka dobrej kawy, wypita na spokojnie w przyjemnej atmosferze, to o wiele większa przyjemność niż kilka kaw pitych na szybko, byle gdzie. Oczywiście jest to także oszczędność czasu i pieniędzy :).

Drugim moim nałogiem zdecydowanie jest internet. Nie zapanuję nad nim całkiem, ale zrobiłam kilka rzeczy, które dobrze wpłynęły na moją psychikę. Przede wszystkim zrobiłam porządki w laptopie, kopię zapasową najważniejszych plików, uporządkowałam zdjęcia, muzykę, odkryłam kilka wygodnych aplikacji, dzięki którym zyskałam miejsce na dysku i które są o wiele bardziej funkcjonalne (np. mój ukochany Spotify, czy Google Drive). Podzieliłam na foldery ulubione blogi i przesiałam te, których od dawna nie odwiedzałam. Na Facebooku obserwuję tylko tych znajomych i strony, których działalność rzeczywiście mnie interesuje. Te wszystkie niewielkie zmiany okazały się zbawienne. Dziś nie przeglądam już automatycznie miliona stron, a wejście na Facebooka to chwila – w aktualnościach nie mam już zbędnych informacji.

Anty-konsumpcjonizm

Uważam, że w minimalizmie nie chodzi o odmawianie samemu sobie, ale o dokonywanie najlepszych wyborów. W dobie konsumpcjonizmu i krzyczących do nas zewsząd reklam, informacji, promocji i sprzedawców wmawiających nam wyimaginowane potrzeby bardzo ciężko jest znaleźć własną drogę. Uporządkowanie przestrzeni to początek, ale dopiero uświadomienie sobie, dlaczego kupujemy za dużo i co ma wpływ na nasze wybory, pozwala zwyczajnie się temu sprzeciwić. Kiedy raz wejdziecie na drogę takiego anty-konsumpcjonizmu, zauważycie, że wbrew pozorom jest to całkiem łatwe, a nawet – powoduje ogromne poczucie satysfakcji. 

Podsumowanie

Minimalizm według mnie to styl życia, dzięki któremu uczę się dokonywać najlepszych wyborów, jestem uwolniona od konsumpcjonizmu i żyję „ładnie” oraz w 100% po swojemu. W moim świecie to ja panuję nad swoją przestrzenią oraz decyduję, na co spożytkuję czas. Minimalizm to także trafne ocenianie tego, co dla nas najważniejsze. Mam nadzieję, że tymi słowami zachęcę kogokolwiek do dokonania choćby drobnych zmian w swoim życiu. Mogę obiecać, że nigdy nie będziecie żałować dobrze podjętych decyzji.

6 Comment

  1. Kilka fajnych książek i blogów trochę otworzyły mi oczy, na to ile niepotrzebnych rzeczy przechowuje się w domu. Od roku ciągle coś porządkuję, a to pliki w komputerze, poznikały już niepotrzebne pudła, pudełka, słoiki w ilości hurtowej, kilka worków ubrań, ale czuję, że to nie koniec. Czekam teraz na kilka dni urlopu, żeby w spokoju jeszcze podziałać i przed wszystkim móc skończyć robienie porządków, bo nie ma nic gorszego niż zostawienie niedokończonej pracy.
    Minimalizm jest całkiem fajny w rozsądnych granicach.

    1. Gosia says: Odpowiedz

      Zgadzam się, że rozsądek w tym wszystkim jest najważniejszy. Życzę powodzenia w dalszych porządkach :).

  2. Ogólnie nie mam nic przeciwko minimalizmowi i wydaje mi się, że masz do tego zagadnienia bardzo rozsądne podejście, ale niektórzy dochodzą w tym ograniczaniu wszystkiego do jakiegoś dziwnego poziomu i na przykład ograniczają kontakty z innymi ludźmi, tłumacząc, że nie liczy się liczba, a jakość znajomych. Oczywiście, lepiej mieć trójkę prawdziwych przyjaciół, nić dwudziestkę dalekich znajomych, ale mimo wszystko… Dziwne podejście.

    1. Gosia says: Odpowiedz

      Zgadzam się w pełni! Uważam, że minimalizm może być przydatny, ponieważ dzięki większej ilości czasu możemy poświecić go dla bliskich. Natomiast nigdy nie ograniczam kontaktu z ludźmi! Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś mnie zapyta czemu mu nie odpisuję, a ja powiem, że „przeszłam na minimalizm”. Brzmi to śmiesznie i niepoważnie. Z natury staram się być towarzyska i podchodzić do ludzi z pozytywnym nastawieniem. Natomiast sytuacje kiedy rzeczywiście chce się zakończyć z kimś relacje z powodów osobistych, nie powinny być motywowane minimalizmem, to byłoby dziwne :). Pozdrawiam!

  3. Mi ostatnio bliski jest sposób myślenia zbliżony w jakiś sposób do minimalizmu – esencjalizm. Też eliminuje nadmiar aktywności i pomaga skoncentrować się na najważniejszych rzeczach, które mogą pomóc nam zrealizować nasze cele.

    1. Gosia says: Odpowiedz

      Bardzo ciekawa myśl! Na pewno przyjrzę się bliżej temu tematowi… Dziękuję :).

Dodaj komentarz